|
YES
Sala Kongresowa PKiN 26.03.1998
Wstęp – Ognisty ptak / Siberian Khathru / The Rhythm Of Love / America / Open Your Eyes / Heart Of The Sunrise / And You And I / Steve Howe solo: Mood For A Day; The Diary Of A Man Who Disappered; The Clap / From The Ba
lcony / Wonderous Stories / Polonaise / Koroshew solo / Long Distance Runaround / The Fish – Chris Squire solo / Alan White solo / Owner Of The Lonely Heart / The Revealing Science Of God / I’ve Seen All Good People / Roundabout / Starship Trooper
O tym żeby być na koncercie YES marzyłem od lat, przecież YES to dla mnie zespół najbardziej ulubiony spośród ulubionych. Wreszcie stało się to możliwe. W zimny marcowy wieczór uczestniczyłem w koncercie marzeń. Przeżyłem najkrótsze trzy godziny w moim życiu. Pa
rę minut po 19.00 rozległy się pierwsze dźwięki odtwarzanego z taśmy “Ognistego ptaka” Igora Strawińskiego, początkowo ciche, stopniowo jednak coraz głośniejsze. Publiczność zaczęła pośpiesznie zajmować swoja miejsca. Na ciemnej jeszcze scenie można było zauważyć ruch, to muzycy YES zajmowali na niej swoje miejsca. Gdy wybrzmiały ostatnie dźwięki “Ognistego ptaka” zapaliły się światła i grupa YES zaserwowała na powitanie “Siberian Khathru”. Niestety w połowie utworu raptownie zaległa cisza i zgasły wszystkie światła nad sceną. Awaria zasilania. Muzycy postanowili jakoś zająć publiczność. Anderson próbował coś mówić, jednak z powodu ogólnego szumu jaki zapanował na widowni nie było go w ogóle słychać. Wtedy Yes przerodził się w grupę perkusyjną. Każdy z muzyków dopadł jakiś bębenek i po prostu zaczął w niego walić. Na szczęście po paru minutach awarię usunięto, zapaliły się światła i koncert zaczął się jak gdyby na nowo. Usłyszeliśmy drugą część “Siberian Khathru” okraszoną wspaniałym długim solo Stevea. Jako drugi usłyszeliśmy “The Rhythm Of Love” z płyty “Big Generator” nagranej z udziałem Trevora Rabina. Ponieważ Rabina nie ma już w zespole jego rolę przejął Billy Sherwood, który idealnie odtworzył gitarowe i wokalne partie Trevora. Steve tym razem grał podkłady, ale do czasu, gdyż zakończenie znowu należało do niego a to za sprawą dodatkowego solo. Po krótkim powitaniu w trakcie, którego Jon pochwalił się świetną wymową kilku polskich słów, usłyszeliśmy kompozycje Paula Simona “America” oraz tytułowy utwór z ostatniej płyty “Open Your Eyes”. Potem znów przeżyliśmy powrót do przeszłości YES, entuzjastycznie powitane “Heart Of The Sunrise” i “And You And I”. Potem muzycy zaczęli opuszczać swoje miejsca, tylko Steve krzątał się wśród swoich licznych gitar . Jon zapowiedział występ “człowieka – gitary” przy czym prosił aby zwrócić uwagę na świetną pracę ... nóg Steva. Krótki występ Steva wypełniły “Mood For A Day”, “The Diary Of A Man Who Disappered” i “The Clap”, oczywiście wszystkie cudownie zagrane na gitarze akustycznej. Jeśli ktoś miał wątpliwości czy jeden człowiek z gitarą akustyczną potrafi rozgrzać kilkutysięczną publiczność tym razem musiał je stracić. Steve był niesamowity. Publiczność zgotowała mu gorącą owację. Ale to nie był koniec akustycznych harców gitarzysty. Na scenę wyszedł Jon i w duecie ze Stevem wykonali “From The Balcony”. Na kilka minut wrócił na scenę cały zespół i usłyszeliśmy “Wonderous Stories”. Po czym Jon zapowiedział kompozycję, którą napisał w 1982 roku pod wpływem doniesień na temat stanu wojennego w Polsce. “Polonaise” zaśpiewał Jon tylko z akompaniamentem Igora, Zwieńczeniem “Polonaise” był Polonez As-dur Fryderyka Chopina, który z kolei przerodził się w krótki popis pianisty. Zespół wrócił na scenę i wykonał “Long Distance Runaround”, które jak zwykle przeszło w “The Fish” z Chrisem w roli głównej, który poruszając się po całej scenie bawił się swoim Rickenbauerem. “The Fish” był tylko wstępem do popisu Chrisa w czasie którego towarzyszył mu jedynie Alan. Razem wykonali m.in. fragment suity “Ritual”. Chris niesamowicie wywijał gitarą, na koniec ukląkł przed zestawem perkusyjnym i wzniósł ręce do góry. Był to sygnał do rozpoczęcia solo perkusyjnego. Alan swoim krótkim popisem doprowadził publiczność prawie do wrzenia. Wysoką temperaturę koncertu utrzymało brawurowe wykonanie “Owner Of The Lonely Heart”, okraszone popisami obydwu gitarzystów. W czasie jej wykonywania, część publiczności z dalszych rzędów porzuciła swoje miejsca i przybiegła pod scenę. Na sali zrobiło się bardzo, bardzo gorąco. Atmosferę nieco uspokoiła suita “The Revealing Science Of God”. Chociaż czy ja wiem czy uspokoiła? Był to jeden z najbardziej oczekiwanych fragmentów koncertu, bo muzyka YES to nie tylko żywioł ale też wspaniałe harmonie i nieszablonowe kompozycje. A to wszystko otrzymaliśmy właśnie we wspaniałym wykonaniu “The Revealing Science Of God”, które zachwyciło przede wszystkim perfekcją wokalną i świetnymi partiami gitary. Steve Howe błyszczał, kilkukrotnie zmieniał instrument, grając na mandolinie, gitarze akustycznej i dwóch elektrycznych. Steve przykładał ogromną wagę do jak najlepszego odtworzenia swoich partii, stąd częste zmiany instrumentów a także pozycji. W pewnym momencie jeden z technicznych wyszedł na scenę z wysokim stołkiem i postawił go obok Stevea, który usiadł na nim aby zagrać na siedząco kilkuminutową partię gitary, w czasie której obydwiema nogami obsługiwał pedały. Po chwili znów pojawił się techniczny i zabrał stołek a Steve grał dalej na stojąco. “The Revealing Science Of God” wywołał niesamowitą owację. Kolejnym numerem zagranym tego wieczora był “I’ve Seen All Good People”. W drugiej części tej kompozycji “All Good People” publiczność na prośbę Jona wstała i zaczęła tańczyć, na ile oczywiście było to możliwe w sali kongresowej. Po wybrzmieniu ostatnich akordów zespół pożegnał się z publicznością. Po kilkuminutowej owacji zespół powrócił na salę. Steve wziął do ręki gitarę akustyczną i zagrał pierwsze dźwięki “Roundabout”, tłum oszalał. Po “Roundabout” przyszła kolej na “Starship Trooper”. Tym razem zaprezentowany w potężnej chyba 15 minutowej wersji. Zaraz na jej początku miało miejsce pierwsza i jedyna tego wieczora pomyłka Chrisa, wywołała ona ogólną wesołość na scenie, widać było, że zespół jest w doskonałym nastroju. Ostatnia część “Starship Trooper” czyli “Wurn”, która zawsze należała do Steva, tym razem pomieściła także sola Chrisa i Igora. Nagrodzony owacją na stojąco zespół zszedł ze sceny, zapaliły się światła nad widownią i tak zakończył się pierwszy polski koncert grupy YES. Koncert, który wspominać będę latami.
JANUS